
15.04.2011 23:49
To dziś jest ten dzień
Wreszcie upragniony koniec tygodnia, w wielkopolsce mieliśmy piękną pogodę, więc zaraz po powrocie z pracy postanowiłem dosiąść mojej hondzi, która niestety cały tydzień spędziła sama w garażu, ze względu na deszcze...
Obiad zjedzony na szybko i wskoczyłem w rzeczy na moto, kominiara, kask, rękawiczki i zmierzam do garażu. Oczywiścia ona tam była, ale gdy otwarłem bramę to nie było to zwykłe otwarcie jak to robiłem kilkadziesiąt razy. Swoim spojrzeniem dała mi znać, że to dziś jest ten dzień. Chciała bym wpuścił w galop, w środku jej serca, 73 konie które rozpędzą nas do v-maxa. Ona dobrze wiedziała, że jestem tego ciekaw od pierwszego dnia..
Jako że w pobliżu nie ma warunków, udałem się na część obwodnicy Ostrowa z dłuugą prostą i lekkim łukiem. Idealne miejsce na taki test. Wyszedłem z łuku, droga pusta więc wio koniki! Położyłem się na baku... 160, 170 i trzęsie mną niemiłosiernie, a ona jakby szepnęła swojemu młodemu jeźdźcowi poprzez grzmot silnika "Przytul się do mnie bardziej"... Zgiąłem się w scyzoryk.. 180, 190 i ostatecznie 203km/h . ADRENALINA. Czułem się jakby całe paliwo ze zbiornika, zostało mi przetłoczone w żyły. Odpuściłem gaz i darłem się wniebogłosy z wrażenia... Co za niesamowite uczucie. Później już spokojny powrót do domu.
Komentarze
: 5
Też dobrze wspominam moje pierwsze "rekordy". Najpierw kilka razy ostrożne 150, potem ciekawość i potrzeba adrenaliny zrobiły swoje i kolejno pękało 170 i 190. Ale to było już mało i kolejnym razem wyjechałem specjalnie na A1 w celu przekroczenia 200. Dwie setki pękły kilkakrotnie ale ciekawość i radocha były silniejsze, adrenalina zrobiła swoje i poszło na zegarku 220. W tym momencie zadziałał już i rozsądek i strach, tak, nie wstydźmy się powiedzieć, strach, tak więc szatański plan sprawdzenia Vmax nie został zrealizowany. I dobrze. Trzeba zostawić sobie coś na przyszłość :)
Ehh już miałem nadzieję, a jednak..
do test34
Pewnie myślisz, że tym wpisem chciałem pokazać jaki jestem kozak - "mistrz prostej" jak to nazwałeś. Jednak mylisz się, gdybyś czytał dokładnie, to byś wiedział, że to był mój pierwszy raz i tym tekstem chciałem opisać jakie emocje mi towarzyszyły, a nie robić przechwałki. Co do zakrętów to jeszcze daleko mi do perfekcji, ale nie sądzę, że "byle jaka 125" by mnie objechała...
Oczywiście, że można jeździć w deszczu. Tak się składa, że mam samochód i motocykl - jak wyjeżdżam do pracy i pada to wybieram samochód - nie szkoda mi siebie, tylko motocykla.
Pozdrawiam mimo wszystko o2o
Podobnie wspominam moj pierwszy sprint, dluga prostka w lesie, oba pasy puste, kulam sie powolutku na 2 biegu i SRUUUU do odciecia! To uczucie jak swiat zmienia sie w kolorową smugę jest niesamowite :) Ja to bym mogl miec moto zdlawione do vmax 150, byle by przyspieszenie zrywalo z fotela :)
A to jak pada to już nie można jeździć ?
Kolejny mistrz prostej ? Pewnie na zakrętach objedzie Cie byle jaka 125.
Pierwsze zlamane 200... W moim przypadku wygladaly dosyc podobnie, tylko w nieco gorszych warunkach w malopolsce ^.^
Archiwum
Kategorie
- Na wesoło (656)
- O moim motocyklu (4)
- Ogólne (151)
- Ogólne (5)
- Ogólne (1)
- Wszystko inne (25)
- Wszystko inne (4)